Rozdział 2: Fundamentalne dążenie ku poznaniu

Submitted by Olga on Sat, 02/13/2010 - 12:51pm.

 

“Dwie dusze żyją w piersi mej

A jedna z drugą chce się rozstać.

W nieposkromionej jedna chuci

Wniknie w zmysłową świata treść;

A druga padół ten porzuci,

By w górny ojców kraj się wznieść”.

(Faust, część pierwsza I)

 

 

Tymi słowami Goethe daje wyraz pewnej znamiennej właściwości, która głęboko tkwi w ludzkiej naturze. Człowiek nie jest istotą zorganizowaną jednolicie. Zawsze żąda od świata więcej, niż ten daje mu dobrowolnie. Potrzeby dała nam natura; wśród nich są takie, których zaspokojenie pozostawiła ona naszej własnej aktywności. Hojne są dary, które przypadły nam w udziale, ale jeszcze większe są nasze pragnienia. Wydaje się, że urodziliśmy się, aby żyć w ciągłym niezaspokojeniu. Nasze dążenie do poznania jest tylko szczególnym przypadkiem tego niezaspokojenia. Spoglądamy, na przykład, dwukrotnie na drzewo. Raz widzimy jego gałęzie w spoczynku, innym razem – w ruchu. Nie zadowala nas ta obserwacja. Zadajemy sobie pytanie: „Dlaczego drzewo to przedstawia się nam raz w spoczynku, a raz w ruchu?”. Każdy rzut oka na naturę rodzi w nas pewną sumę pytań, każde zjawisko, z którym się stykamy, stawia nas przed jakimś zadaniem. Każde przeżycie staje się dla nas zagadką. Widzimy, że z jaja wyłania się istota podobna do swej matki i pytamy o przyczynę tego podobieństwa. Obserwujemy wzrost i rozwój jakiejś żywej istoty do momentu, w którym osiąga ona określony stopień doskonałości, i szukamy uwarunkowań tego zjawiska. Nigdy nie zadowalamy się tym, co natura roztacza przed naszymi zmysłami. Wszędzie szukamy tego, co nazywamy wyjaśnieniem faktów.

Owo coś więcej, czego szukamy w rzeczach, ponad to, co jest nam dane bezpośrednio, rozszczepia naszą istotę na dwie części; uświadamiamy sobie przeciwieństwo istniejące między nami a światem. Stajemy wobec świata jako istota samodzielna. Wszechświat jawi się nam jako dwa przeciwieństwa: ja oraz świat

Tę ścianę między nami a światem wznosimy, gdy tylko zabłyśnie w nas świadomość. Nigdy jednak nie tracimy poczucia, że mimo to należymy do świata, że istnieje więź, która nas z nim łączy, że nie jesteśmy istotą istniejącą poza wszechświatem, lecz we wszechświecie.

Poczucie to rodzi dążenie do pokonania owego przeciwieństwa. A na pokonywaniu go polega ostatecznie całość duchowych dążeń ludzkości. Dzieje życia duchowego są nieustannym szukaniem jedności człowieka i świata. Religia, sztuka i nauka w równym stopniu dążą do tego celu. Wyznawca religii szuka w objawieniu, którego użycza mu Bóg, rozwiązania zagadki świata. Zagadkę tę zadaje mu jego Ja, którego nie zadowala sam świat zjawisk. Artysta stara się wyrazić w materii idee obecne w jego Ja, aby pogodzić to, co żyje w jego wnętrzu, ze światem zewnętrznym. Również on nie może zadowolić się samym światem zjawisk i tworząc stara się dodać owo coś więcej, co kryje w sobie jego wykraczające poza ten świat Ja. Myśliciel poszukuje praw rządzących zjawiskami, stara się przeniknąć myślą to, czego doświadcza przez obserwację. Dopiero wtedy, gdy treść świata czynimy treścią naszych myśli, odnajdujemy ponownie związek, z którego sami się wyłączyliśmy. Później zobaczymy, że cel ten osiągnie się tylko wtedy, gdy zadanie badacza naukowego pojmie się o wiele głębiej, niż to się często dzieje. Cała przedstawiona tu relacja znajduje swe historyczne odzwierciedlenie w zjawisku, jakim jest konflikt między poglądem traktującym świat jako jedność, czyli monizmem, a teorią dwóch światów, czyli dualizmem.

Dualizm kieruje swą uwagę tylko na dokonane przez świadomość człowieka rozdzielenie między Ja a światem. Cały swój wysiłek skupia na bezsilnej walce o pogodzenie tych przeciwieństw, które nazywa raz duchem i materią, raz podmiotem i przedmiotem, raz myśleniem i zjawiskiem. Czuje, że musi istnieć most między obydwoma światami, ale nie jest w stanie go znaleźć. Człowiek, przeżywając siebie jako Ja, może myśleć o owym Ja tylko jako o należącym do sfery ducha, a przeciwstawiając swemu Ja świat, musi zaliczyć do tego świata dany zmysłom świat postrzeżeniowy, świat materialny. W ten sposób człowiek sam umiejscawia siebie obrębie przeciwieństwa duch-materia. Zmuszony jest to uczynić tym bardziej, że do świata materialnego należy jego własne ciało. Ja należy zatem jako jej część do sfery ducha; materialne rzeczy i procesy postrzegane przez zmysły należą do „świata”. Wszystkie zagadki odnoszące się do ducha i materii odnajduje człowiek w podstawowej zagadce swojej własnej istoty.

Monizm kieruje wzrok tylko na jedność, a istniejące przeciwieństwa usiłuje zanegować lub zatrzeć. Żaden z tych poglądów nie może zadowolić, albowiem żaden z nich nie oddaje sprawiedliwości faktom. Dualizm patrzy na ducha (Ja) i materię (świat) jak na dwa zasadniczo różne jestestwa i dlatego nie potrafi pojąć, jak mogą one na siebie oddziaływać. Skąd duch może wiedzieć, co zachodzi w materii, jeśli jej właściwa natura jest mu całkowicie obca? Jak ma on w tych okolicznościach działać na materię, by swe zamiary obrócić w czyn? Aby odpowiedzieć na te pytania, wysuwano najzmyślniejsze i najbardziej niedorzeczne hipotezy. Ale również z monizmem rzecz ma się do dziś niewiele lepiej. Dotąd starał się on poradzić sobie w trojaki sposób: albo negował ducha i stawał się materializmem, albo negował materię, by ratunku szukać w spirytualizmie, albo też twierdził, że już w najprostszej istocie istniejącej na świecie  materia i duch są ze sobą nierozerwalnie złączone, wobec czego nie powinniśmy się w ogóle dziwić, gdy w człowieku występują obie te formy istnienia, których nigdzie wszak nie spotyka się osobno.

Materializm nigdy nie może dać zadowalającego wyjaśnienia świata. Każda bowiem próba wyjaśnienia musi zacząć się od wytworzenia sobie myśli o zjawiskach świata. Materializm zaczyna zatem od myśli o materii lub procesach materialnych. Tym samym ma przed sobą dwie różne dziedziny faktów: świat materialny i myśli o nim. Te ostatnie stara się zrozumieć, pojmując je jako proces czysto materialny. Mniema, że myślenie zachodzi w mózgu mniej więcej tak, jak trawienie w organach zwierzęcych. Podobnie jak przypisuje materii działanie mechaniczne i organiczne, tak też przyznaje jej zdolność myślenia w określonych warunkach. Zapomina, ze w ten sposób jedynie przesunął zagadnienie w inne miejsce. Zamiast sobie, przypisuje zdolność myślenia materii. A tym samym powraca do punktu wyjścia. Jak to się dzieje, że materia rozmyśla o swej własnej istocie? Dlaczego nie jest po prostu zadowolona z siebie i nie przyjmuje spokojnie swego istnienia? Materialista odwrócił wzrok od określonego podmiotu, od naszego własnego Ja, i doszedł do nieokreślonego, mglistego tworu. Tu zaś stanęła przed nim ta sama zagadka.  Pogląd materialistyczny nie jest w stanie rozwiązać podstawowego problemu, może go tylko przesunąć w inne miejsce.

A jak ma się rzecz z poglądem spirytualistycznym? Czysty spirytualista neguje samodzielne istnienie materii i pojmuje ją tylko jako produkt ducha. Jeśli pogląd na świat zastosuje do rozwikłania zagadki własnego ludzkiego jestestwa, to zapędzi się w ślepą uliczkę. Bezpośrednio naprzeciw Ja, które można umieścić po stronie ducha, stoi świat zmysłowy. Do świata tego, jak się wydaje, nie ma dostępu duchowego; Ja musi postrzegać i przeżywać świat zmysłowy poprzez procesy materialne. Procesów takich Ja nie znajdzie w sobie, jeśli chce uznawać siebie jedynie za jestestwo duchowe. W tym, co wypracowuje sobie duchowo, nie ma nigdy świata zmysłowego. Ja zmuszone jest, jak się wydaje, przyznać, że świat pozostałby dla niego zamknięty gdyby nie weszło z nim w relację drogą nieduchową.

Tak samo, gdy działamy, musimy nasze zamiary urzeczywistniać za pomocą materialnych substancji i sił. Jesteśmy zatem zdani na świat zewnętrzny. Najskrajniejszym spirytualistą lub, jeśli ktoś woli, myślicielem, który przez swój absolutny idealizm jawił się jako skrajny spirytualista, był Johann Gottlieb Fichte. Próbował on wywieść z Ja cały gmach świata. Tym, co mu się rzeczywiście udało, był wspaniały myślowy obraz świata, pozbawiony jakiejkolwiek treści pochodzącej z doświadczenia. Podobnie jak nie jest możliwe, by materialista wyeliminował swymi deklaracjami ducha, tak też nie jest możliwe, by spirytualista wyeliminował swymi materialny świat zewnętrzny.

Ponieważ człowiek, skierowawszy swe poznanie na Ja, postrzega najpierw działanie owego Ja w myślowym kształtowaniu świata idei, przeto światopogląd nastawiony spirytualistycznie, rozpatrując jestestwo ludzkie, może odczuć pokusę uznania za ducha tylko owego świata idei. W ten sposób spirytualizm stanie się jednostronnym idealizmem. Nie dojdzie do tego, by poprzez świat idei szukać świata duchowego; świata duchowego upatrywać będzie w samym świecie idei. W efekcie spirytualista zmuszony będzie tkwić swym światopoglądem, jak zaczarowany, w obrębie aktywności samego Ja.

Osobliwą odmianą idealizmu jest pogląd reprezentowany przez Friedricha Alberta Langiego w jego poczytnej Geschichtedes Materialismus. Lange przyjmuje, że materializm ma całkowitą słuszność, uznając wszystkie zjawiska świata, włącznie z naszym myśleniem, za produkt procesów czysto materialnych.; tyle tylko, że, odwrotnie, sama materia i jej procesy są z kolei wytworem naszego myślenia.  „Zmysły przekazują nam działania rzeczy, nie zaś ich wierne obrazy, czy zgoła same rzeczy. Do tych działań należą jednak również same zmysły wraz z mózgiem i wyobrażonymi w nim ruchami molekuł.” (Friedrich Albert Lange).  Znaczy to, że nasze myślenie jest wytworem procesów materialnych , te zaś wytworem myślenia naszego Ja. Filozofia Langiego nie jest zatem niczym innym, jak przetworzoną na pojęcia historią dziarskiego barona Munchhausena, który wyciągnął siebie z bagna za własną czuprynę.

Trzecia forma monizmu widzi oba byty: materię i ducha, połączone za sobą już w najprostszym jestestwie (atomie). W ten sposób jednak również nie osiąga się niczego ponad to, że pytanie, które powstaje właściwie w naszej świadomości, przenosi się na inną dziedzinę. Jak to się dzieje, że proste jestestwo może uzewnętrzniać się dwojako, skoro jest nierozdzielną całością?

Wobec wszystkich tych punktów widzenia należy zaznaczyć, że to podstawowe i pierwotne przeciwieństwo pojawia się najpierw w naszej własnej świadomości. To my sami odrywamy się od macierzystego podłoża natury i jako Ja przeciwstawiamy siebie światu. Klasyczny wyraz daje temu Goethe w swej rozprawie Natur, choć sposób, w jaki to czyni, można zrazu uznać za zupełnie nienaukowy: „ Żyjemy pośród niej (natury), a jesteśmy jej obcy. Rozmawia z nami bezustannie, a nie zdradza nam swych tajemnic”. Ale Goethe zna również odwrotną stronę rzeczy: „ Wszyscy ludzie są w niej i ona w nich”.

Prawdą jest zarówno to, ze wyobcowaliśmy się z natury, jak i to, że czujemy, iż istniejemy w niej i do niej należymy. Tylko jej własne działanie może być tym, co żyje także w nas.

Znowu musimy znaleźć do niej drogę powrotną. Wskaże nam ją proste przemyślenie. Wprawdzie oderwaliśmy się od natury, musieliśmy jednak przejąć coś z niej w naszej własnej istocie. Tę wywodzącą się z natury istotę w nas musimy odszukać, a wtedy znowu odnajdziemy utraconą więź. Dualizm to zaniedbał. Wnętrze ludzkie traktuje on jako istotę duchową całkowicie obcą naturze i stara się je dopiero z natura powiązać. Nic dziwnego, że nie może znaleźć ogniwa łączącego. Naturę na zewnątrz nas znajdziemy tylko wtedy, gdy najpierw poznamy ją w nas samych. Przewodnikiem naszym będzie to, co w naszym wnętrzu jest z nią jednakie. Tym samym wytyczona została nasza dalsza droga. Nie chcemy oddawać się spekulacjom na temat wzajemnego oddziaływania natury i ducha. Chcemy natomiast zstąpić w głębie naszej istoty, by znaleźć w nich elementy, które zachowaliśmy w sobie w czasie naszej ucieczki z natury.

Badanie naszej istoty musi nam przynieść rozwiązanie tej zagadki. Musimy dojść do punktu, w którym będziemy mogli sobie powiedzieć: „Tu nie jesteśmy już jedynie Ja, tu tkwi coś więcej niż Ja”.

Jestem przygotowany na to, iż nie jeden z czytelników uzna w tym miejscu, że moje wywody nie „odpowiadają obecnemu stanowi nauki”. Mogę na to tylko odpowiedzieć, że dotąd nie chciałem nawiązywać do jakichkolwiek wyników badań naukowych, lecz po prostu opisywałem to, co każdy przeżywa w swojej świadomości. To, że do moich wywodów przedostało się przy tym kilka zdań o próbach pogodzenia świadomości ze światem, miało na celu wyjaśnienie właściwych faktów.

Dlatego też nie przywiązywałem wagi do precyzyjnego posługiwania się takimi terminami, jak „Ja”, „duch”, „świat”, „natura” itd., w sposób, w jaki zwykło się to czynić w psychologii i filozofii. Potoczna świadomość nie zna ostrych rozróżnień właściwych nauce, a dotąd chodziło jedynie o zapis codziennego stanu faktycznego. Nie interesuje mnie to, jak nauka interpretowała dotychczas świadomość, lecz to, jak się tę świadomość godzina po godzinie przeżywa.